City break,  Europa,  Szwecja

Sztokholm w 3 dni – czyli jak zgubić się w metrze i prawie zostać Wikingiem ⛵

Niedrogie bilety lotnicze, wylot z Gdańska i Wrocławia, szybka decyzja i rozpoczynamy citybreak w Sztokholmie, który przywitał nas słońcem i wysoką temperaturą.

Przylot na lotnisko Arlanda, zakup kart komunikacji publicznej (SL) na 72 godziny i poszukiwanie na mapie google połączeń. Niestety komunikacja publiczna w Sztokholmie do najbardziej czytelnych nie należy i .. o mało co przypłacilibyśmy to karą za przejazd na gapę z lotniska. Wyrozumiałość szwedzkiego kontrolera biletów bezcenna. Z uroczym uśmiechem poinformował nas o wysokości kary, kiedy z dumą pokazaliśmy karty komunikacji sztokholmskiej, które jak się okazało w tym pociągu nie są honorowane. 😜 Jednak puścił nas wolno, ufff, nie uszczuplając naszego portfela. Karty SL w drodze na i z lotniska raczej nie są honorowane w żadnym pociągu, metro owszem dojeżdża do lotniska ale również w tym przypadku wymagana jest dodatkowa opłata. Dojazd do lotniska i z lotniska Arlanda na kartę SL jest możliwy metrem z centrum linią 41 lub 42, a następnie autobusem 579 do lotniska. Niestety podróż trwa ponad godzinę. Więc jeśli zależy Ci na czasie, to nie jest najlepsza opcja.

Szybszym środkiem transportu jest autobus z centrum bezpośrednio na lotnisko, najtańsza opcja to Flixbus za około 80SEK, czas przejazdu to około 40 minut.

Gamla Stan

bajkowa starówka, gdzie każda uliczka wygląda jak z pocztówki, a najwęższa uliczka w Sztokholmie Mårten Trotzigs grända przyciągnie każdego, kto pragnie zrobić fotkę pod tytułem „byłem tu”. Oczywiście punktem obowiązkowym była zmiana warty pod pałacem królewskim, król się nie pojawił, za to ciekawskich turystów było mnóstwo. Orkiestra i strażnicy spacerowali z dumą, nie do końca zrozumieliśmy kto kogo zmieniał ale ważne, ze i „tu byliśmy”. 😁 Na koniec spacer po wnętrzach pałacu, apartamentach królewskich, skarbcu, królewskiej zbrojowni z karetami. Tu króla też nie było, bo jak się okazało na ogół mieszka w pałacu Drottningholm.

Ratusz

Zaprojektowany przez Ragnara Östberga, powstawał przez ponad dekadę – od 1911 do 1923 roku. I choć inspiracją był wenecki Pałac Dożów, to efekt końcowy jest bardzo „po szwedzku”: surowy, monumentalny, ale w środku dzieją się rzeczy wielkiego kalibru. To właśnie tutaj, w błękitnej sali co roku odbywa się bankiet noblowski. Ciekawostka? Sala błękitna miała być niebieska, ale architekt stwierdził, że cegła wygląda zbyt ładnie, żeby ją malować. I tak oto mamy Błękitną Salę, która jest… w kolorze cegły. W ogromnej sali błękitnej znajdują się też największe w całej Skandynawii organy.

Nie można zapomnieć o sali złotej z 18 milionów kawałków mozaiki, złoto na ścianach i klimat jak w pałacu Kleopatry. Idealne miejsce, żeby poczuć się przez chwilę jak królowie życia. Z Widok z góry? Bajka. Panorama miasta, woda, dachy – wszystko jak z pocztówki. Na koniec Izba Rady , gdzie zbierają się radni miasta. Sufit przypomina otwarty dach łodzi, niby sala obrad, a jednak z klimatem jak z sagi.

Całość można zobaczyć z przewodnikiem (język angielski lub szwedzki), czas zwiedzania 45 minut, cena biletu 150 SEK.

Muzeum Vasa, jak zatopić 1200 ton dumy narodowej i zrobić z tego hit turystyczny

Są muzea, które trzeba zobaczyć, bo tak wypada. I są takie, które po prostu chce się zobaczyć, z ciekawości, z zachwytu, z niedowierzania. Muzeum Vasa w Sztokholmie zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Bo ile razy w życiu masz okazję stanąć twarzą w dziób z autentycznym XVII-wiecznym galeonem, który zatonął… zanim zdążył się rozpędzić?

Historia zaczyna się jak scenariusz filmu: rok 1628, król Gustaw II Adolf chce mieć największy i najgroźniejszy okręt wojenny w Europie. Projektanci się starają, budują kolosa z 64 armatami, rzeźbionymi zdobieniami i trzema masztami. Statek wygląda jak pływający pałac. Problem w tym, że nikt nie sprawdził, czy to wszystko się trzyma kupy. Dosłownie.

10 sierpnia 1628 roku Vasa wypływa z portu w Sztokholmie. Tłumy wiwatują, orkiestra gra, król dumny. Po około 1300 metrach rejsu statek przechyla się, nabiera wody przez otwarte luki armatnie i tonie na oczach wszystkich.

Aż trudno uwierzyć, że przez ponad 300 lat leżał na dnie Bałtyku, zanim w 1961 roku został wydobyty i… stał się gwiazdą muzeum.

I tu zaczyna się magia. Bo Muzeum Vasa to nie tylko statek. To czasowa kapsuła, która przenosi cię do XVII wieku. Sam okręt zachował się w ponad 95% w oryginale

Można zobaczyć detale rzeźb, uzbrojenie, a nawet przedmioty codziennego użytku załogi. Są też interaktywne wystawy, modele, filmy i rekonstrukcje twarzy marynarzy.

To muzeum to nie tylko lekcja historii. To opowieść o ambicji, błędach, technologii i… drugiej szansie. Bo choć Vasa zatonęła spektakularnie, dziś jest jednym z najczęściej odwiedzanych muzeów w Skandynawii. I absolutnie zasłużenie.

Muzeum można zwiedzić z audioprzewodnikiem w języku polskim, wystarczy wczytać kod QR dostępny na ulotce. Można też obejrzeć film naszym ojczystym języku, ale tylko raz dziennie 🙂

Skansen

czyli Szwecja w pigułce ze zwierzątkami. Szukaliśmy renifera, nie znaleźliśmy ale w zamian spotkaliśmy świnki, dziki i misie. Miejsce piękne, pełne szwedzkiego klimatu.

Rejs po archipelagu wysp – bo jak być w Sztokholmie i nie popłynąć łódką. My do tego celu wykorzystaliśmy komunikację miejską publiczną i popływaliśmy nieco promem. W sumie to dlaczego nie, skoro już kupiliśmy kartę na komunikację miejską i albo jeździliśmy na gapę albo chodziliśmy. Notabene komunikacja w Sztokholmie jest wyjątkowo nieintuicyjna i nie najlepiej oznakowana, a autobusy i tramwaje uwielbiają jeździć z napisem „ij i trafik” ale za to bez numeru 🤣.

I na koniec pałac Drottningholm, podobno właśnie tu mieszka król, ale tym razem też go nie było. Piękne schody, złote sufity i ogrody, które są tak ogromne, że nawet google maps się gubi. I kilka mew, które próbowały ukraść nam lunch.

Sztokholm polecamy każdemu, trzeba tylko wziąć wygodne buty, powerbanki (jeden nie wystarcza) i kredyt na kawę, lunch czy ciastko 💸

A my wróciliśmy żywi, zadowoleni, zachwyceni architekturą Sztokholmu i z walizką pełną wspomnień.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *